Na zdjęciu od lewej: ja, Anna Tomanek i Barbara Saczko-Bomba – prezeska Kozielskiego Stowarzyszenia Twórców


Muszę… nie, nie muszę! Chcę się Wam czymś pochwalić. Otóż rok temu miałam szczęście i zaszczyt pracować nad bardzo ważną – jeśli nie najważniejszą – publikacją, która nareszcie ukazała się w przestrzeni publicznej i jest dostępna dla czytelników. Aby Was o niej poinformować, czekałam jednak na spotkanie z autorką, Anią Tomanek, oraz jej niezastąpioną Mamą – panią Brygidą, która także jest bohaterką wspomnianej książki. Przytulić je obie – tak silne i doświadczone przez los, ale nadal pełne ciepła i życzliwości – to jest przeżycie, którego nie da się opisać słowami, więc nawet nie będę próbować. Musicie uwierzyć mi na słowo.

Książka, o której mowa – „Moje życie z porażeniem 4K” – to historia porażająca na bardzo wielu płaszczyznach. I tak, gra słów jest zamierzona: publikacja jest o czterokończynowym porażeniu mózgowym, przedstawia trudy, smutki i radości życia z nim. Poraża właściwie wszystkim: czasem dystansem i szczerością, z którymi Ania podchodzi do tematu; innym razem motywacją, którą się odczuwa, gdy czyta się o Ani osiągnięciach, umiejętnościach, o pracy czy samym pisaniu; również odwagą i otwartością, z którą Ania opowiada o wielu prywatnych aspektach swojego życia. Nierzadko jednak książka poraża odczuwalną w czasie lektury goryczą. Nadal bowiem okazuje się, że nam, ludziom, brakuje empatii, brakuje elementarnego szacunku, brakuje zrozumienia. Skutki tych ludzkich braków osoby z przeróżnymi niepełnosprawnościami odczuwają na co dzień, szczególnie w tak małych społecznościach jak nasza, kędzierzyńska. Czytanie o tym nie jest przyjemne – frustruje, rozczarowuje, budzi wewnętrzny sprzeciw. 


Kiedy Mama spróbowała zapisać mnie do szkoły, pani dyrektor poradni pedagogiczno-psychologicznej była wprost w szoku. Swoje zdziwienie wyraziła słowami „Takie dziecko chce pani posłać do szkoły!”. Na samym starcie zostałam więc naznaczona jako „takie dziecko”, wyrażenie niezrozumiałe dla mnie do dziś. Zdecydowano jednak o przeprowadzeniu mi testów, które zaliczyłam bezproblemowo. Wtedy, ku ogromnemu zdziwieniu pani dyrektor, pedagogów i psychologów, stwierdzono, że rzeczywiście, jak najbardziej nadaję się do szkoły. Potrafiłam czytać, liczyć, składnie odpowiadać na pytania. Teraz, mając wykształcenie wyższe i dwa dyplomy, zapytałabym, jak można było kogoś skreślać na samym początku tylko z uwagi na jego niepełnosprawność fizyczną. Choć pewnie już nie będę miała takiej okazji i nie poznam odpowiedzi – satysfakcję mam ogromną. Dla siebie i dla Mamy chociażby. 

 

To dlatego uważam, że to jedna z ważniejszych publikacji, przy których miałam zaszczyt pracować. Oczywiście przy wszystkich, niezależnie od gatunku, czuję satysfakcję i dumę, i zawsze mocno trzymam kciuki za „moich” autorów; wiem, że wydawanie książki nie jest łatwe i za każdym razem stanowi osobisty sukces. Jednak w tym przypadku, poza wartością, jaką jest książka sama w sobie, dochodzi wartość znacznie istotniejsza: prospołeczna, edukacyjna. 

Gdy spotkałyśmy się parę dni temu pod poDZIELnią literacką, gdzie wraz z prezeską Kozielskiego Stowarzyszenia Twórców zawiesiłyśmy fragment książki Ani, rozmawiałyśmy o tym, do kogo właściwie książka ta powinna trafić. Czy do ludzi odpowiedzialnych za projektowanie przestrzeni publicznych – oczywiście. Czy do dzieci i młodzieży, z którymi warto by potem odbyć sensowną pogadankę na tematy okołoniepełnosprawne, by wzbudzić tę empatię, ale i ciekawość, która pomaga potem otworzyć się, rozwinąć świadomość? No pewnie! Czy może do ludzi, którym brakuje motywacji, by codziennie rano wstawać z łóżka i robić te wszystkie rzeczy, które robić mogą tylko dlatego, że mieli w życiu trochę więcej szczęścia – i dawno przestali je doceniać? Och, tak, koniecznie. „Moje życie z porażeniem 4K” to najlepsza książka motywacyjna, jaką możecie przeczytać. I to zupełnie za darmo. A przecież przy paru kołczowskich poradnikach też już maczałam palce. 


Dziś, kiedy z ust mówców motywacyjnych słyszę, że niemożliwe nie istnieje, a ograniczenia są tylko w naszych głowach, odczuwam irytację. Dla jasności: uważam, że tak, trzeba walczyć ze swoimi słabościami i szukać rozwiązań w każdej sytuacji. Jeśli dodatkowo masz wsparcie bliskich, to naprawdę możesz wiele osiągnąć. Ale jeśli jesteś osobą – jak to się fachowo nazywa – niezdolną do samodzielnej egzystencji, to Twoje ograniczenia są i będą. One nie są wymysłem, tylko faktem. I nie znikną za pomocą czarodziejskiej różdżki czy pięknych haseł. 

 

Gdzie przeczytać książkę Ani?

Jedna sztuka trafiła już do Biblioteczki Plenerowej w Reńskiej Wsi i będzie odbywać swój booktour; książki na pewno trafią też – prędzej czy później – do bibliotek.  Parę(naście?… one naprawdę szybko znikają!) sztuk na stanie ma jeszcze Ania – jeśli się do niej odezwiecie, wyśle Wam publikację jedynie za koszt przesyłki. Zachęcam Was do śledzenia jej mediów społecznościowych: [link do strony autorskiej na FB]. A tutaj: [KLIK] znajdziecie krótki reportaż o Ani i jej książce, przygotowany przez TVP.

„Moje życie z porażeniem 4K” wydano również w formie audiobooka, który możecie przesłuchać w serwisie YouTube: [TUTAJ]. Publikacja opublikowana została ze współfinansowaniem unijnym przez Sieć Badawczą Łukasiewicza, jest też objęta patronatem Fundacji INTEGRACJA.org. Wkrótce doczeka się również opracowania w języku migowym. 😁

______________________

Na zdjęciach, które zrobiła nam Mama Ani (serce me złamane, nie ma nas na żadnym wspólnym ujęciu!) podziwiać możecie piękny bukiet kwiatów, który dostałam w ramach podziękowania za współpracę. I tu również musicie mi wierzyć na słowo: pachnie obłędnie, szczególnie przypadł do gustu Mikanowi, który obwąchuje go codziennie. 

Aniu! Pani Brygido! Choć to Wy składałyście podziękowania na moje ręce, w rzeczywistości to ja pragnę podziękować Wam za szansę, za zaufanie, którym mnie obdarzyłyście, za Waszą życzliwość. Za to, że mogłyśmy tę wielomiesięczną przygodę odbyć wspólnie. 

Wierzę, że szybko się ona nie skończy. 💛